fbpx

Który piłkarz żałuje, że w trakcie kariery nie był aktywny w social media? Co negatywnie wpływa na wizerunek sportowca? Dlaczego  największym błędem w prowadzeniu komunikacji w mediach społecznościowych jest niepopełnianie błędów? Zapraszam na wywiad z Łukaszem Wiśniowskim, dziennikarzem sportowym, komentatorem Eleven Sports, twórcą youtube’owego formatu Foot Truck”. Nie tylko dla fanów piłki. 

 

Łukasz Wiśniowski

Małgorzata Bieniek: Czy każdy piłkarz albo szerzej sportowiec powinien być aktywny w social media w obecnych czasach? 

Łukasz Wiśniowski: Ta obecność w mediach społecznościowych powinna wynikać z charakteru i potrzeby. Każdy sportowiec został sportowcem poniekąd dlatego, że chce być podziwianym. Myślę, że podobne motywacje mają aktorzy, piosenkarze. To jest też trochę sprzężone z mediami społecznościowymi dającymi platformę do tego, żeby zyskać uznanie. “Lajki” i ta nomenklatura temu sprzyja. Nie każdy ma jednak tak wysoką potrzebę zdobycia uznania. Spotkałem się z piłkarzem, który powiedział, że nie jest aktywny w social media i w wywiadach stara się być nudny, żeby mieć święty spokój.

Dużo zależy też od projektowania kariery po piłce. Bo na przykład, jeśli stwierdzisz, że zarobisz wystarczająco dużo pieniędzy jako piłkarz i chcesz “zniknąć” po karierze, a dodatkowo nie będzie Ci potrzebna atencja ludzi, to nie musisz prowadzić social media. Tylko czasem jest tak, że właśnie nagle po karierze piłkarz stwierdza, że mógł być jednak trochę bardziej aktywny w tych mediach społecznościowych, bo zbudowałby jakiś swój wizerunek, który dałby mu teraz pracę, pieniądze, zainteresowanie publiczności. 

Jeśli więc piłkarz ma na siebie jakiś pomysł po karierze niezwiązany z piłką nożną albo pracą w mediach, to spokojnie sobie bez tego poradzi. Natomiast, jeśli chce robić coś związanego z futbolem, to fajnie jednak, żeby budował sobie tę społeczność. Nie uważam jednak, że jest to obowiązek każdego sportowca. Teraz się trochę tendencja zmieni. Kiedyś, 5-10 lat temu miałem wrażenie, że było zachęcanie piłkarzy do tego, żeby prowadzili media społecznościowe. Teraz te szkolenia medialne dla piłkarzy polegać będą na tym, żeby “okiełznać” ich w tym środowisku. 

A co z perspektywą kibica, który chce śledzić swoich idoli w mediach społecznościowych? 

Z mojego punktu widzenia, osoby, która zna trochę to środowisko, czasem roszczenia kibiców są absurdalne. Kibic dziś uważa, że ma prawo do każdego aspektu życia piłkarza, który gra w jego klubie. Że ma prawo np. powiedzieć piłkarzowi X, że nie może zjeść pizzy dzień przed meczem, bo to źle wpłynie na jego formę. To poszło trochę za daleko. Czasem kibic ma takie poczucie, że “sportowiec należy do mnie”, bo reprezentuje Polskę. Np. Justyna Kowalczyk powinna robić to, co my uważamy za stosowne. Kamil Stoch powinien zawsze najlepiej skakać i robić wszystko, żeby skakać na najwyższym poziomie. To później niszczy psychikę tych sportowców. Ostatnio oglądałem dokument o tenisiście Andym Murrayu, który wracał do zdrowia przez dwa lata po kontuzji biodra. Wówczas ludzie oceniali, że jest leniwy i nie chce mu się pracować, dlatego tak długo to trwa. A w tym filmie było pokazane, jakie miał gigantyczne problemy i z czym musiał się mierzyć. 

A znasz takich sportowców, którzy żałują, że nie byli aktywni w social media? 

Ostatnio rozmawiałem z Łukaszem Trałką, który powiedział, że trochę żałuje, że nie miał mediów społecznościowych bardziej rozwiniętych w trakcie kariery i że częściej nie zabierał głosu, bo ludzie wyrabiali sobie zdanie na jego temat przez pryzmat komentarzy, które pojawiały się i były poza nim. To jest więc znakomite narzędzie do prowadzenia własnej narracji. 

Paradoks polega na tym, że trzeba mieć bardzo silną psychikę, żeby być bardzo aktywnym w social media. Albo się z tym urodzić, albo się na to uodpornić, albo znaleźć sobie jakieś narzędzia, żeby sobie z tym radzić np. poprzez współpracę z psychologiem. 

Ale z drugiej strony trzeba być też bardzo odpornym psychicznie, jeśli się tych mediów społecznościowych nie ma. Bo właśnie nie masz wpływu na tę narrację, która się pojawia w mediach na Twój temat. Przykładowo tak jak Marcin Wasilewski. 

Ale jest jeszcze jedno zagrożenie, tak jak w przypadku Artura Jędrzejczyka, czyli pojawianie się fałszywych kont. Mam wrażenie, że “Jędza” jest najczęściej fejkowanym w social media piłkarzem w Polsce. To też wpływa negatywnie na wizerunek. 

Jeśli już sportowcy prowadzą media społecznościowe, to jakie błędy w komunikacji popełniają? 

Ja w ogóle nie jestem po stronie agencyjnego, poprawnego stylu prowadzenia konta. Wolę zobaczyć błąd ortograficzny, nieporadną składnię, błąd interpunkcyjny, ale mieć świadomość, że robi to naprawdę piłkarz, a nie agencja. Natomiast być może ktoś uważa inaczej. I piłkarzom się trochę do głowy wkłada, że muszą być poprawni, muszą dokładnie przemyśleć, co chcą powiedzieć itd. Ja jestem innego zdania. Tylko znów dochodzi do tego dylemat, czego dany sportowiec oczekuje? Świętego spokoju? A może ma potrzebę interakcji? Bo jeśli chce świętego spokoju, to idzie drogą agencyjną, wrzuca zdjęcie po meczu z wymuskanym i sprawdzonym opisem. Jeśli natomiast ma potrzebę prawdziwej interakcji, to pokazuje przynajmniej w jakimś procencie siebie prawdziwego. Na przykład Neymar jest takim przykładem. Piłkarz z totalnego topu, którego śledzi ponad 200 milionów ludzi, potrafi wrzucić o godzinie 23.00 Insta Stories z imprezy, a za dwa dni ma mecz. A potem powie w wywiadzie, że tego potrzebuje. Oczywiście nie każdy może sobie na to pozwolić. 

Kiedyś wspominałeś, że taka poprawna komunikacja łączy się też z nadmiernym profesjonalizmem…

No właśnie pojawiła się taka tendencja do przesadnego profesjonalizmu. To z jednej strony jest fajne, bo sportowcy promują zdrowy tryb życia, profesjonalne podejście itd. Ale doszło do tego, że dzisiaj piłkarz robiący zdjęcia na social media nie może mieć w tle chipsów, bo ktoś mu to wytknie

W takim razie komunikacja, którego piłkarza w social media Ci się podoba? 

Na przykład jak patrzymy na tych młodych polskich piłkarzy, to mi się podoba bardzo Tymek Puchacz. On jest naturalny, “jakiś”, ma swoje zdanie.

Łukasz Wiśniowski

Nie jestem po stronie agencyjnego, poprawnego stylu prowadzenia konta. Wolę zobaczyć błąd ortograficzny, nieporadną składnię, błąd interpunkcyjny, ale mieć świadomość, że robi to naprawdę piłkarz, a nie agencja.

Czasem to jest nieporadne, nieprzemyślane, ale to jest autentyczne. Sam pisze posty, ma swój styl. Mnie się to bardzo podoba i takie prowadzenie mediów społecznościowych jest możliwe tylko wtedy, gdy masz osobowość, pomysł i chęć. 

Z mojego punktu widzenia osoby, która tworzy content w mediach społecznościowych, nie możemy robić treści, żeby “nikt się nie przyczepił”. Bo negatywnie skomentuje może kilka procent osób. Tak jak w przypadku Igi Świątek, która wrzuciła post, że podpisuje umowę z Rolexem. Pod jej wpisem było kilkaset pozytywnych komentarzy, a do tego kilka negatywnych w stylu “Zajmij się trenowanie, a nie podpisuj umowy”. I ktoś wyciągnął te komentarze i powiedział, że jak zwykle jesteśmy narodem malkontentów. A przecież tak nie jest. Przy takich zasięgach, jakie ma Iga Świątek zawsze się znajdzie kilka głosów krytycznych. Nie uwiarygadniajmy tych osób poprzez pisanie o nich.

W dzisiejszych czasach odwróciliśmy to, do czego zostały stworzone media społecznościowe i internet. Bo te narzędzia mają ułatwiać nam funkcjonowanie, a nagle się okazuje, że bardzo wielu osobom niszczą życie. Media społecznościowe zostały stworzone po to, żeby rozmawiać, a dzisiaj wykorzystuje się je jako narzędzia do tego, żeby nie komunikować się, tylko coś ogłaszać, wydawać oświadczenie. 

Teraz powinno się wrócić do tej naturalności. Dlatego uważam, że największym błędem i to może będzie dobre zdanie: największym błędem jest niepopełnianie błędów. 

Łukasz Wiśniowski

Ty jako dziennikarz sportowy czerpiesz informacje z mediów społecznościowych piłkarzy? 

Czerpię, ale to nie są takie informacje stricte piłkarskie. Na przykład taka hipotetyczna sytuacja: piłkarz Realu Madryt FedeValverde w piątek wrzucił zdjęcie z nowo narodzonym dzieckiem. W niedzielę zagrał mecz, strzelił bramkę i dzięki temu, że ja go śledzę na Instagramie, będę wiedzieć, że ta kołyska była zadedykowana temu niemowlakowi i mogę o tym powiedzieć podczas transmisji. 

Takie “czytanie między wierszami” pomaga mi jako komentatorowi i twórcy formatu internetowego. Również przy okazji researchu. Kiedy robimy rozmowy z piłkarzami, którzy są mniej znani, to zazwyczaj są oni obecni na Instagramie. Możemy np. zobaczyć, kogo dany piłkarz śledzi, co lubi, co mu się podoba. I to daje już możliwość tworzenia wątku do rozmowy.

Z jakich kanałów z Twojej perspektywy powinni korzystać sportowcy, by budować swój wizerunek? 

Myślę, że jeszcze taką platformą, w której piłkarze mogliby być bardziej aktywni i ją wykorzystać jest YouTube. Podam Ci przykład. Bramkarz Ben Foster, który gra w Watfordzie robi takie vlogi ze swojego życia w klubie, z dni bez treningu i z treningiem, z meczu. To się dzieje gdzieś tam na świecie, różni piłkarze mają kanały i robią tego typu content, ale jest tego stosunkowo mało. W Polsce to niezagospodarowana działka, która ma duży potencjał, ale wymaga większej pracy. Agencja za Ciebie tego nie zrobi. Musisz wziąć kamerę, nagrać materiał, oczywiście nie musisz montować. Najbliżej tego, o czym mówię w polskim internecie był format “Prosto w Szczenę”. 

Skoro przywołałeś temat YouTube, porozmawiajmy o Twoim i Kuby Polkowskiego autorskim kanale Foot Truck. W oryginalnej przestrzeni busa gościcie osoby ze świata piłki. Skąd zaczerpnęliście ten format? 

Szczerze powiedziawszy, czegoś takiego nie widzieliśmy w środowisku piłkarskim. Oczywiście pojawiały się jakieś historie związane z mobilnymi studiami projektów telewizyjnych czy wideo. Generalnie to był efekt burzy mózgów, którą mieliśmy w Abstra [Grupa Abstra to największy niezależny producent treści wideo na polskim YouTube – przyp. red.]. Kiedy przedstawiliśmy swój pomysł na kanał i powiedzieliśmy: “co chcemy robić”, “jak chcemy robić”, chłopaki z Abstra stwierdzili, że w tego typu formacie warto mieć jedną niepowtarzalną przestrzeń. Natomiast my uważaliśmy, że w zasadzie jest to niemożliwe, bo my chcemy jeździć w różne miejsca. Dzisiaj sportowcy, piłkarze mają bardzo mało czasu, wobec tego my chcemy skrócić tę drogę do piłkarza przez to, że do niego pojedziemy. I wtedy chyba Robert Pasut powiedział: “Panowie to kupmy busa”. Popatrzyliśmy wtedy na niego, jak na wariata. Po pierwsze: czy stać nas na busa? Odpowiedział: “Coś znajdziemy”. Odpalił OTOMOTO i już tam zaczął przeglądać oferty. Więc to był taki bardzo kreatywny pomysł, który miał szansę na realizację. Bo kiedyś myśleliśmy o tego typu historiach, ale wydawały nam się nierealne z punktu widzenia finansowego i logistycznego. Natomiast tutaj to wszystko udało się poskładać, właśnie dzięki Grupie Abstra. Gdyby nie oni, to ten projekt w tym kształcie na pewno by nie powstał. Wtedy był u nich taki trend realizacji szalonych idei bez względu na konsekwencje. Natomiast w przypadku Foot Trucka okazało się to być trafionym pomysłem, bo jest to projekt, który jest rentowny. No i zaczęliśmy szukać busa, wzięliśmy w leasing fiata Ducato, znaleźliśmy firmę, która zrobiła przestrzeń zgodnie z naszymi wyobrażeniami i wystartowaliśmy. To więc nie było tak, że my przyszliśmy do Abstra z gotowym pomysłem na zrobienie busa i będziemy się podpinać pod to. Ten pomysł powstał w wyniku burzy mózgów i później, jak złapaliśmy bakcyla, to ruszyliśmy z tematem.

Myślisz, że ta przestrzeń wpływa jakoś na Waszych rozmówców? Czy są onieśmieleni, a może wręcz przeciwnie: czują się swobodnie i bardziej się otwierają? 

Ta przestrzeń to jest w dużej mierze sekret Foot Trucka. Bo dzisiaj wielu ludziom nasz format kojarzy się z takimi rozmowami “jakby nie było kamery”, jakbyś siedział np. z piłkarzem w szatni. Dzięki temu, że ta przestrzeń jest taka mała, nie ma operatora kamery w trakcie nagrania, jesteśmy tylko my i nasz rozmówca. Tworzy się taka intymność, że my jesteśmy w stanie w jakiś sposób tego piłkarza czy naszego rozmówcę “rozbujać” mówiąc kolokwialnie. On zaczyna czuć się swobodnie, właśnie tak jakby “kamery nie było”. Zresztą często dostajemy feedback od naszych odbiorców, że np. “wow nie wiedziałem, że ten piłkarz jest taki wyluzowany”, “jak to się stało, że u Was tyle ciekawych rzeczy powiedział, a we wcześniejszym wywiadzie był taki nudny”.

Łukasz Wiśniowski

Fajne jest też to, że nasz bus stał się taką przestrzenią, do której każdy chce wsiąść i zobaczyć jak tam jest. Ostatnio nawet mieliśmy taką historię z Bartkiem Kapustką. Wszedł do Foot Trucka i powiedział: “Kurde fajnie wreszcie zobaczyć, jak to wygląda”. To też jest dobry argument później dla piłkarza.  Bo trudno jest, poza jakimiś ideologicznymi kwestiami, znaleźć powód, żeby nam odmówić wywiadu. Przyjeżdżamy pod dom, dostosowujemy się do czasu, do miejsca. Kiedy mówimy rozmówcy: “musisz znaleźć godzinę” to rzeczywiście musi on znaleźć godzinę, a nie, że godzinę na nagranie, a jeszcze to Cię będzie kosztować dojazd, czas na make-up itd. 

To na koniec jeszcze takie pytanie o inspiracje. Czy są jakieś sportowe strony w social media, kanały na YouTube, z których czerpiecie pomysły? 

Naszym benchmarkiem, i to nie jest żadna tajemnica, był taki kanał, który się nazywa “Copa90”. Razem z “Polkosiem” oglądaliśmy go i myśląc o swoim kanale mieliśmy w głowie zrobienie polskiego “Copa90”, w niewielkim stopniu oczywiście. To poszło jednak w zupełnie inną stronę, ale też się wyróżniliśmy. Później, jak patrzyliśmy na to jak zmienia się “Copa”, m.in. odeszły dwie znane twarze, to odkryliśmy, że mamy nawet lepsze zasięgi od nich, chociaż jesteśmy polskojęzycznym kanałem. 

Może jeszcze coś nowego wpadło Ci w oko w ostatnim czasie? 

Obecnie ani na polskim, ani na zagranicznym YouTube nie ma kanałów piłkarskich, które namiętnie oglądam. 

Jestem fanem serii dokumentalnej „All or nothing”, którą zrobił Amazon Prime. O Manchesterze City, Tottenhamie czy reprezentacji Brazylii. Ale ta seria nie wiąże się z fenomenalnymi nowatorskimi pomysłami. Jej dużą wartością jest to, że twórcy mieli możliwość zajrzenia za kulisy pracy wielkich klubów. 

Rzeczy, którymi się inspiruję, nie są ściśle związane z piłką. Szukam pomysłów poza futbolem. Dzisiaj bardzo rzadko mam tak, że oglądam coś na polskim piłkarskim YouTube i myślę sobie: “Wow, ale to jest dobre. Chciałbym tak zrobić”. 

Kiedyś jako młody chłopak, gdy YouTube piłkarski jeszcze nie funkcjonował w Polsce, byłem fanem reportaży i form wideo, które robili dziennikarze francuskiego Canal +. Pamiętam, że namiętnie ściągaliśmy z Mateuszem Święcickim, jeszcze jako reporterzy Orange Sport, te programy i patrzyliśmy z rozdziawioną szczęką na to jak oni to robią i nie ukrywam, że też dużo podpatrywaliśmy. 

Teraz jeśli się coś podpatruje, jakieś patenty, to są to raczej rozwiązania wykorzystywane w filmach dokumentalnych. 

Podobnie jak dobry copywriter – nie może czytać tylko książek o tym, jak dobrze pisać i innych branżowych. Musi szukać inspiracji szerzej, żeby jego teksty “miały to coś”. 

Właśnie tak. Dzisiaj z jednej strony się wydaje, że już wszystko było, ale możemy tworzyć na przykład wyjątkowy klimat. I tak jest w przypadku contentu wideo. To może być Twoja osobowość, Twój pomysł na serię, gości lub scenerię. To mogą być różne rzeczy, ale najlepiej, żeby to był zespół tych elementów.  

Dzięki za rozmowę i mnóstwo tematów do przemyśleń. 

Dzięki.